IV
Cmentarze - miasta szal zielony
teatr totalny i prawdziwy.
Wciąż więcej martwych tam znajomych
i więcej nieznajomych żywych...
Umiera zwykle się jesienią,
a jeśli nawet pora inna,
to zawsze musi pachnąć ziemią,
musi wilgotno być i zimno.
Ciepłe są tylko cmentarzyki
na wsi, w zapasce brzózek wąskich
Tam spokój w litość traw zaszyty...
Inaczej Bródno, czy Powązki,
Wólka Węglowa ...- pas startowy
do nieba, ponad Kampinosem
I znicze siwe niczym głowy
pytają - ile jeszcze wiosen?
Pogrzeby władców. Tłum przybywa,
ciekawy, uczuciowo szczelny...
Jednak to chwila osobliwa
kiedy chowają nieśmiertelnych.
Pogrzeby tłumnej samotności
gdzie i łza jedna nie zaświeci .
Ostatni szlak osobistości,
Kres cierpień starców,
Żertwa z dzieci...
Życie to bardziej bokserski mecz
niż tenis albo koszykówka,
przegrywać można rundy, lecz
w efekcie liczy się końcówka.
Każdy z nas swoje w życiu przeżył -
wierzył, nie wierzył, znowu wierzył...
Nie ma skreślonych raz na zawsze
i odrzuconych w pierwszym słowie
dziś, jutro, kiedyś,
dajmy szansę,
a się w bydlaku ozwie człowiek.
Błogosławieni którzy błądzą...
Przejrzą, gdy również ich urządzą!
(85)